Kompromis w sprawie gwałtu

PiS zaproponowało właśnie kompromis, tzn. komproPiS w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. W ostatnich miesiącach dość dobrze poznaliśmy sposób w jaki PiS sprawuje władzę. Gdy więc mówi o kompromisie, od razu słychać syreny alarmowe. Bo to oczywiście nie propozycja kompromisu, ale podstęp i marna propagandowa sztuczka.

Nie przez przypadek walory proponowanego "kompromisu" zaprezentował w sejmie wielki prawniczy autorytet i znany miłośnik kompromisów, prokurator z czasów stanu wojennego, poseł Piotrowicz. Zaprezentował z właściwą sobie gracją. Opozycja jest totalna i przeszkadza, PiS chce porozumienia, Trybunał Konstytucyjny narusza prawo, ale PiS, w swej dobroci, trybunałowi i opozycji idzie na rękę proponując kompromis.

Nie jestem oczywiście konstytucjonalistą, ale miałem na prawie na UW prawo konstytucyjne. Uczyli nas wtedy o tzw. koncepcji jednolitości władzy. Polegać ona miała, a jednocześnie polegała też na tym wyższość socjalistycznego modelu nad modelem burżuazyjnym, że zamiast
"sztucznego" podziału władz, mieliśmy jednolitość władzy, ponieważ wszystkie trzy władze zespolone były myślą o wspaniałym socjalistycznym raju, któremu służyły. W istocie chodziło oczywiście o interes PZPR, któremu te władze miały służyć.

Podobnie jest dziś. Trójpodział ma być fikcją albo fasadą. Istotą jest interes PiS. A w związku z tym trybunał należy sparaliżować, sądy podporządkować, tak, by jednowładztwo pana Kaczyńskiemu, któremu dziś, jak pierwszemu sekretarzowi PZPR, podporządkowani są i premier i prezydent (w PRL szef Rady Państwa), było niczym nieograniczone.

I pamiętając o tym należy przyjrzeć się propozycji tzw.kompromisu. PiS rezygnuje w niej z gwałtu zbiorowego na prawie i Trybunale Konstytucyjnym i proponuje gwałt "zwykły". Owszem, być może, z jakiegoś punktu widzenia, gwałt niezbiorowy jest lepszy niż zbiorowy, wszelako gwałtem pozostaje. Proponowana ustawa jest odrobinkę lepsza od tragicznej tzw. ustawy naprawczej, ale tylko odrobinkę.

Ów "kompromis" oczywiście nie sięga tak daleko, by PiS zobowiązało się do respektowania prawa, by prezydent przestał łamać konstytucję i przyjął przysięgę od trzech zgodnie z prawem wybranych sędziów trybunału oraz by rząd opublikował wyrok TK w sprawie nieszczęsnej ustawy naprawczej. Cóż, kompromisu polegającego na respektowaniu prawa PiS nie proponuje.

A w związku z tym propozycję tzw. kompromisu należy przyjąć jako niemal czystą fikcję. Niemal czystą, bo ta propozycja ma jednak wymiar konkretny, a przede wszystkim ma konkretne cele. Jakież to cele?

Jak zawsze w przypadku PiS-u, niezbyt wyrafinowane. Po pierwsze, pokazać, że chcą kompromisu, choć oczywiście go nie chcą. Po drugie dać oręż PiS-owskiej propagandzie, by dalej mogła opowiadać dyrdymały o złej i niekonstruktywnej opozycji. Po trzecie, by choć trochę zdemobilizować wszystkich, którzy chcą wziąć udział w demonstracji
w sobotę 7-go maja.

Z tych celów PiS osiągnie jeden - "Wiadomości" i media PiS-owskie dale będą jeździć po opozycji. Skutek to jednak drugorzędny. Czyniłyby to i tak. Żadna demobilizacja wybierających się na demonstrację i marsz nie nastąpi. Ośmielam się twierdzić, że wręcz przeciwnie. Kolejny pokaz absolutnego cynizmu tej władzy dodatkowo ludzi zmobilizuje.

Ta władza jest w stanie działać i mówić wyłącznie z pozycji siły. Tylko siłę ta władza uznaje. A w związku z tym powinna 7 maja na ulicach Warszawa zobaczyć prawdziwą siłę i jedność. Władza i jej propagandyści będą, tradycyjnie, szydzić i kpić. Ale będą się bać. Pół roku po "dobrej zmianie" mobilizacja po stronie przeciwników nawet nie tej władzy, ale jej metod, wyłącznie rośnie. A wyrazem tego będzie zapewne największa demonstracja polityczna w Polsce od 1989 roku, a tak naprawdę od roku 1984-go i pogrzebu księdza Popiełuszki.

Kompromis tak, ale nigdy w sprawie przestrzegania prawa. Prawo i Sprawiedliwość musi to usłyszeć dobitnie. I usłyszy.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...