Grupa naTemat

Wałęsę mogą pocałować. Wiemy gdzie

Kiedyś, ktoś, z całego serca powinien przeprosić Lecha Wałęsę za obrzydliwy seans nienawiści, który mu się od lat funduje. Najlepiej, by ktoś zrobił to w imieniu państwa polskiego.

Gdańsk, 1970 rok. Młody robotnik, prosty chłopak ze wsi. Kilka dni wcześniej wojsko i MO strzelają do robotników. Padają zabici, dziesiątki zabitych. SB przesłuchuje młodego robotnika. Ten, podejrzewamy, boi się o swe życie, o swą rodzinę. Ze strachu być może coś podpisuje. Być może potem składa jakieś meldunki. Być może.


Z całą pewnością kilka lat później kategorycznie odmawia wszelkiej współpracy z SB. Z całą pewnością potem angażuje się w działalność Wolnych Związków Zawodowych. Z całą pewnością w sierpniu 80 roku jest przywódcą strajku, dzięki któremu rodzi się potężny ruch Solidarność. Z całą pewnością zostaje potem internowany. Z całą pewnością, choć prawie rok jest sam, nie idzie na żadne układy z władzą. Z cała pewnością w 89 roku pokonuje komunistów. Z całą pewnością w 1993 roku doprowadza do wycofania rosyjskich wojsk z Polski.

Nie wiem co Lech Wałęsa robił, a czego nie robił na początku lat 70-tych. Nie bardzo mnie to zresztą interesuje. Interesuje mnie to co Wałęsa zrobił dla wolnej Polski. A zrobił więcej niż ktokolwiek inny. Przede wszystkim, doprowadził do wielkiego zwycięstwa bez jednego wystrzału, bez krwawej jatki. Doprowadził więc do chyba największego tryumfu w polskiej historii. Za to należy mu się pomnik. I wdzięczność. A przede wszystkim szacunek.

Jeśli nawet zgrzeszył gdzieś po drodze, jeśli nawet popełniał błędy, to mielibyśmy co najwyżej piękną historię dojrzewania młodego człowieka do godności, piękną batalię wyzwalania się przez niego ze strachu, wówczas w Polsce tak wszechobecnego. I tyle. To historia literacka. Bo historia polityczna jest jak wyżej. Trudna, ale zakończona wspaniałym zwycięstwem.

Tak już jest, szczególnie w Polsce, że ludzie marni, często tchórze, wystawiają rachunki bohaterom i biorą ich pod obcasy. To smutne, gdy patrzy się na starszego człowieka, któremu nie szczędzi się razów i upokorzeń, zamiast, jeśli już niektórzy nie mogą oddać mu hołdu, po prostu zostawić go w spokoju.

Nie interesuje mnie co robił młodziutki Wałęsa. Tak jak nie interesuje mnie czy, jak się teraz sugeruje, współpracownikiem SB był ojciec Jarosława Kaczyńskiego. Mógłbym, w razie potwierdzenia tych informacji, odczuwać niby radość, że duchowy ojciec poszukiwaczy "resortowych dzieci", sam okazał się resortowym dzieckiem. Mógłbym, ale i tak bym nie odczuwał.

Oceniam Kaczyńskiego nie po tym co robił jego ojciec, ani nie po tym, co on sam robił 40 lat temu, ale po tym co robi on dziś, gdy ma wielki wpływ na moje, nasze państwo. I Wałęsę też oceniam na podstawie tego co robił, gdy miał wpływ na losy Polski. Wtedy Wałęsa zapisał piękną kartę, dziś Kaczyński zapisuje codziennie karty nieładne. Choć wielu się one podobają. Ich prawo.

Próbują zniszczyć Wałęsę. by udowodnić, że III RP była z nieprawego łoża. Była, owszem, dzieckiem kompromisu, ale w swej istocie, była dzieckiem wielkich aspiracji i wielkich nadziei całego narodu. W najtrudniejszych latach uosabiał je Lech Wałęsa. I to on nas poprowadził do wielkiego tryumfu. Nie zmieni tego tysiąc historyków i dwa tysiące propagandystów. Historia była jaka była, a nie taka, jaką piszą dziś ci, którzy chcą nam wbić do głów, że wolna Polska zaczęła się 25 października zeszłego roku. Grają nam teraz ten kabaret, ale kabaret pozostanie kabaretem, historii nie zmieni.

Lechowi Wałęsie zaś zawsze będę wdzięczny. Jego miejsce jest wśród największych Polaków w historii. Rozumiem, że wielu ludziom z kompleksami bardzo to się nie podoba. Ale to ich problem.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Lech WałęsaTomasz Lis
Skomentuj