O autorze
Jestem żonaty, mam dwie córki i dwie step-córki. Od prawie 30 lat mieszkam w Warszawie, ale w razie sportowego meczu między drużyną warszawską a zielonogórską zawsze będę za tą ostatnią. Aha, mam jeszcze dwa psy (równie sympatyczne, co niemądre) i trzy koty. Urodziłem się w Zielonej Górze (w dacie urodzenia "trzy szóstki"). Skończyłem dziennikarstwo i prawie prawo. Rok studiowałem w Ameryce. Pracowałem w Wiadomościach TVP, przez kilka lat byłem korespondentem w USA. Prawie 7 lat pracowałem w Faktach TVN, 3 lata w Polsacie. Od 2004 do 2007 roku prowadziłem program "Co z tą Polską". Od 2008 roku w TVP "Tomasz Lis na żywo". Napisałem 10 książek i zrobiłem wywiady z paroma znanymi ludźmi- Billem Clintonem, Georgem Bushem Sr., Georgem Bushem Jr., z Tony Blairem, Gordonem Brownem, Yitzhakiem Rabinem, Szimonem Presem, Hillary Clinton, Collinem Powellem, Condoleezzą Rice, Michaiłem Gorbaczowem, Dmitrij Miedwiediewem i Dalajlamą.
Mam fioła na punkcie biegania, przebiegłem już 10 maratonów.

Amerykańscy senatorowie do Beaty Szydło

Właśnie dotarłem do listu trzech wpływowych amerykańskich senatorów do premier Beaty Szydło, w którym -w dyplomatycznym, ale bardzo stanowczym tonie - zwracają oni uwagę szefowej polskiego rządu na zagrożenia, jakie działania rządzącej w Polsce ekipy stwarzają dla rządów prawa w naszym kraju.

Na początku warto powiedzieć kim są nadawcy listu. Republikański senator John McCain z Arizony, to jeden z najbardziej szanowanych amerykańskich polityków. Jest bohaterem wojny w Wietnamie, który w wietnamskim więzieniu, wielokrotnie torturowany, spędził ponad pięć lat. Senator Richard Durbin, to wpływowy demokrata z "polskiego" stanu Illinois. Senator Benjamin Cardin, to demokratyczny senator ze stanu Maryland. Szczególnie ważne jest to, że wśród autorów znalazł się John McCain. To wielki przyjaciel Polski, kilkanaście lat temu jeden z największych adwokatów przyjęcia Polski do NATO.
W pierwszym akapicie listu do premier Szydło, senatorowie podkreślają, że piszą do pani premier jako wielcy przyjaciele Polski, mający bardzo silne więzy z amerykańską Polonią. "Piszemy do Pani, piszą senatorowie, by wyrazić troskę z powodu ostatnich działań Pani rządu, które zagrażają niezależności sądu konstytucyjnego i niezależności mediów w Polsce oraz podważają rolę Polski jako demokratycznego modelu dla innych krajów regionu. ... Wzywamy Pani rząd do respektowania podstawowych zasad Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie oraz Unii Europejskiej, w tym szacunku dla demokracji, praw człowieka i rządów prawa, które uczyniły Polskę silnym członkiem demokratycznej wspólnoty i mocnym sojusznikiem USA w Europie".



Senatorowie uważają, że skutkiem działań nowej władzy w Polsce jest ograniczenie władzy Trybunału Konstytucyjnego do odrzucania niekonstytucyjnych ustaw oraz ograniczenie wolności słowa w Polsce. "Erozja demokracji w Polsce, piszą, podważy rolę liberalnych instytucji, które umożliwiły ekspansję pokoju, stabilności i tolerancji w Europie".

List jest życzliwy w formie, ale bardzo stanowczy w treści. Biorąc pod uwagę pozycję autorów i ich realne zasługi dla Polski, powinien być jasnym sygnałem dla władz w Polsce. Amerykański radar doskonale wychwytuje to co dzieje się w Warszawie, a w kręgach władzy to co się w Polsce dzieje, wywołuje wielkie zaniepokojenie.

To nie pierwszy taki sygnał z Waszyngtonu. Kilka tygodni temu ze specjalną misją przybył do Warszawy specjalny wysłannik amerykańskiej administracji Daniel Fried, były ambasador w Warszawie i były zastępca szefowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego, Condoleezzy Rice. Już sama ta wizyta była znakiem, że amerykańskie władze są głęboko zaniepokojone wydarzeniami w Polsce. W ostatnich dniach przebywała w Warszawie pani Victoria Nuland, szefowa Biura do Spraw Europy i Eurazji w Departamencie Stanu (amerykańskim MSZ), wcześniej przedstawicielka USA przy NATO. Komunikat pani Nuland był wybitnie czytelny. -Oczekujemy respektowania orzeczenia Komisji Weneckiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Czytaj, ustawa przyjęta przez PIS łamie konstytucję, wyrażamy nadzieję, że PIS wróci na drogę przestrzegania prawa.

W poniedziałek do Waszyngtonu pojedzie minister Waszczykowski. Lepiej, żeby nie ograniczył się do standardowych zapewnień, że demokracja w Polsce ma się świetnie, konflikt jest polityczny, sprawcą zamieszania jest PO. Amerykanie owego, przepraszam bullshitu, nie kupią.

Parlament Europejski, Rada Europy, Komisja Europejska, amerykańska administracja, amerykańscy senatorowie - nasi sojusznicy doskonale widzą co się w Polsce dzieje. Władze PIS mogą te sygnały oczywiście ignorować. Ale muszą się liczyć z konsekwencjami. Konsekwencją ostateczną może być trwała dewastacja pozycji Polski, trwałe zniszczenie wizerunku Polski, wreszcie de facto izolacja Polski.

Podkreślmy, sygnały wysyłają władzom w Polsce nie wrogowie, ale nasi najwięksi sojusznicy. Warto, by władza PIS zrozumiała co do niej mówią i wyciągnęła z tego właściwe wnioski. Zanim pozycja Polski osłabi się aż tak, że wylądujemy w punkcie, w którym byliśmy zanim staliśmy się członkiem NATO i Unii Europejskiej.
POLUB NAS NA FACEBOOKU
Trwa ładowanie komentarzy...