Grupa naTemat

Dziękuję PiS-owskim hejterom

Naprawdę, dziękuję. Czasem człowiek traci motywację do pracy, czasem jest zniechęcony. Czasem już by odpuścił, wyjechał do borów, lasów, ptaszków, posłuchał i pomyślał sobie - a teraz relaks. Ale przez ostatnie długie lata, za każdym razem, gdy ogarniało mnie zmęczenie i znużenie i zniechęcenie, nagle odnajdowałem energię do roboty, pisania, działania. To dzięki Wam, drodzy PiS-owscy hejterzy.

Gdy nasi piłkarze, 17 pażdziernika 1973 roku, wychodzili na stadion Wembley w Londynie, by zagrać mecz decydujący o awansie do mistrzostw świata w Niemczech, przywitał ich ryk angielskich kibiców - "animals, animals", "zwierzęta, zwierzęta". Ktoś bardzo mądry, kto akurat znał angielski, szybko poinformował o tym trenera naszej reprezentacji, Pana Kazimierza Górskiego. Wielki trener Górski wiedział, jak z tego zrobić użytek. Powiedział swoim chłopcom co o nich myślą angielscy kibice.


I powiedział krótko - no to chłopcy, teraz wyjdziecie na boisko i pokażecie jak grają zwierzęta. Co było dalej, wiadomo. Chłopcy wyszli, po heroicznym boju uzyskali remis, awans, a na mistrzostwach świata otarli się o finał, o mistrzostwo świata. Mistrzami nie zostali może przez deszcz, który zalał Waltstadion we Frankfurcie i spowolnił grę Polaków. A może przez to, że nasi, choć grali genialnie, nie wierzyli, że mogą wejść na sam szczyt.

W drużynach amerykańskiej, koszykarskiej ligi NBA, obowiązuje pewna zasada. Zawodnik, który swymi wypowiedziami obraża drużynę przeciwną, płaci karę. Karę egzekwuje jego klub. Dlaczego? Bo całkowicie bez sensu, dostarcza darmowej motywacji rywalom.

Od lat jestem opluwany przez propisowskich dziennikarzy. Za każdym razem, gdy w internecie pojawia się moje nazwisko, PIS-owska hejciarnia rusza do boju. To jest na swój sposób urocze. Ci młodzi ludzie, opłacani po kilkadziesiąt groszy od wpisu, nazywają mnie a to Żydem, a to Białorusinem Lisienką, a to folksdojczem. Nie wiem, czy można być jednocześnie Żydem Lisowerem, Białorusinem Lisienką i folkosdojczem Listeinem. Trudne to, ale w kontekście ubogiej umysłowo PIS-owskiej hejciarni pewnie można.

Nie ukrywam, kiedyś te wpisy mnie irytowały. Często bolały. Ponieważ są wybitnie podłe, czasem bolą do dziś. Ale gdybym miał w największym skrócie opisać ich wpływ na mnie, powiedziałbym tak - to darmowa, cudowna motywacja, fantastyczne lekarstwo na zniechęcenie i znużenie.

Dotyczy to nie tylko wpisów na mój temat. Śledzę je uważnie i po drodze dokonałem pewnego, przyznaję, mało wyrafinowanego odkrycia. Otóż obiektem tych ataków, tej skondensowanej nienawiścią nagonki, padają wyłącznie ludzie, którzy według mnie, zasługują na najwyższy szacunek. Ludzie, którym mogę czyścić buty, bo jestem zwykłym dziennikarzem, a oni dla Polski zasłużyli się wspaniale. Mazowiecki, Wałęsa, Kuroń, Michnik, Geremek, Bartoszewski, Frasyniuk i wielu innych.

Nic, co zrobiłem, nie kwalifikuje mnie w żaden sposób, by znaleźć się w tym doborowym towarzystwie. Jestem w nim wyłącznie dzięki PiS-owskiej hejciarni. Nagroda jest więc absolutnie niezasłużona, ale sercu miła. Skoro i mnie nienawidzą, tak jak Polaków, których tak bardzo szanuję, to wprawdzie nie czyni mnie to jednym z nich, ale przynajmniej świadczy o tym, że idę we właściwym kierunku. PIS-owscy propagandyści i PiS-owska hejciarnia, opluwają bowiem tylko ludzi przyzwoitych.

Obelgi, plwociny nienawistników, są więc i nagrodą, i nobilitacją. To jest prawdziwy order zasługi. Biorę go na klatę z radością.

Oczywiście, pozostaje pytanie jaki jest efekt owej zmasowanej defamacyjnej kampanii. Jestem o to jakoś spokojny. Nienawistnicy będą pluć, normalni ludzie będą myśleć. Wcale nie twierdzę, że z automatu stają się moimi zwolennikami. Wcale nie. Wśród ludzi ten cały hejt jakoś tam rejestrujących, jest pewnie bardzo wielu, którzy mnie nie lubią, tego co robię nie akceptują. Ich prawo. Ale i oni, widząc skalę zorganizowanej, zinstytucjonalizowanej nienawiści, czują może, że coś tu nie gra. Że skala hejtu może wskazywać na jakieś skrywane motywy. Skoro plują non stop, wymiotują na mnie bez przerwy, to może źródłem problemu nie jestem ja, ale to co mówię. Czyli prawda o tych, którzy uważają, że kto nie z PiS-em, tego zniszczymy.

Dziennikarska praca jest męcząca. By nadążyć za tym co się dzieje, by rejestrować to co się dzieje, trzeba mieć podwyższony poziom energetycznej gotowości do reagowania. W sposób naturalny czasem on spada. Wtedy należy go odtwarzać. I naprawdę byłoby to trudne, gdyby nie PiS-owska nieustająca nagonka. Dodaje mi sił, nadaje sens pracy, dodaje energii, uzasadnia determinację.

Nie zniechęcam PIS-owskich hejterów do zaprzestania działalności. Poza wszystkim, jest to wprawdzie sponsorowana przez niekoniecznie pragnącego tego podatnika, działalność zarobkowa. Odpowiednia liczba groszy za odpowiednią dawkę centymetrów sześciennych plwocin. Ale, przede wszystkim, jest to, kochani nienawistnicy, darmowa motywacja, której mi każdego dnia dostarczacie.

To chyba w sumie niezły układ. PiS płaci hejterom za opluwanie mnie. Ale dzięki temu mam darmową motywację, by hejt ignorować i robić swoje. Dlatego dziś, z całego serca, dziękuję hejterom i PiS-owskim propagandystom z opłacanego przez SKOK- i pisma "wSieci" oraz opłacanego przez SKOK-i portalu "wPolityce", z będącego de facto własnością PIS-u, a w każdym razie należącej do PIS-owskiej spółki gazety "Gazeta Polska" i portalu Niezależna.pl., z tygodnika "Do Rzeczy" i z portalu Fronda.pl. Wiem, wasz elektorat kocha nienawidzić. Wy macie kliki, ja mam darmową motywację.

Na koniec, nie apeluję do sponsorowanych przez PiS pism, portali i hejterów, by swej działalności zaprzestali. Plujcie dalej. Już dawno dałby sobie pewnie spokój, gdyby nie wy. Brawo wy.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka krajowaPrawo i SprawiedliwośćRząd
Skomentuj