Grupa naTemat

Spokojnie do przodu

Dużo dziś w Polsce buty i pogardy władców i ich akolitów. Niektórych ona drażni, innych boli. Rozumiejąc uczucia apeluję o to, by odpowiedzią na butę i pogardę nie były histeria i nienawiść.

Wiele mówiący był obrazek z Sejmu w środowy wieczór. Na trybunę wchodzą jeden po drugim posłowie Nowoczesnej.pl, mówiąc na niej o zamachu na demokrację i Trybunał Konstytucyjny. Widać siedzącego w pierwszym rzędzie triumfującego Jarosława Kaczyńskiego. W tle słychać szydercze okrzyki posłów PiS. Nieskrywany triumfalizm nowych władców Polski. Nie złorzeczmy jednak na ten pokaz buty i arogancji. Raczej przyzwyczajmy się do niego, bo czeka nas długi, kilkuletni serial "S jak Szyderstwo".

Politycy PiS i niektórzy dziennikarze związani z tą partią (choć nie wszyscy), mają teraz niezłe używanie. Gdy pojawiają się głosy, że przeciw zamachowi na państwo prawa trzeba protestować, kpią, że żadnego protestu nie będzie. Gdy padają głosy, że przyjdzie czas na protesty uliczne szydzą, że Pudelek musi oszacować cenę konfekcji protestujących celebrytów. Koniecznie celebrytów, bo przecież nie obywateli, a protest ten może być wyłącznie protestem gwiazdeczek w drogich bucikach i pań z drogimi torebkami.

Gdy grupa ludzi spontanicznie protestowała przed Sejmem przeciw zamachowi na Trybunał, słychać szyderstwo, że to farsa, a zwykli ludzie mają tę sprawę gdzieś.

Gdy w jakichś tekstach piszę o groźnych działaniach nowej władzy, czytam pisane pod dyktando te same wpisy, że to histeria, złość albo troska o koryto. Nie irytują mnie jednak te złośliwości ani trochę.

To już było w naszej historii grane nie raz i nie dwa. Przez różnych władców przekonanych, że będą rządzili na wieki wieków. W 1982 roku, chwilę po wprowadzeniu stanu wojennego, autor "Czterech pancernych", Pan Przymanowski w sejmowym wystąpieniu szydził z internowanych działaczy Solidarności a sala miała ubaw po pachy. Gdy w 2007 roku na UW zebrali się ludzie, protestujący przeciw rządom PiS, prezes Kaczyński orzekł, że to farsa. Ani Jaruzelski, ani Kaczyński nie okazali się władcami na wieki.

Apeluję, by reakcją na szyderstwa nie były histeria oraz nienawiść z kilku względów. Po pierwsze, są bezproduktywne. Po drugie, wyczerpują one emocjonalnie. Po trzecie, sprawiają, że wszystkich głosujących na PiS jeszcze bardziej do PiS-u przytulamy, zamiast szukać nici, wszelkich nici, porozumienia z tymi z nich, którzy tego chcą albo zechcą tego za jakiś czas.

Poza czysto politycznymi celami, Jarosław Kaczyński podział między Polakami chce jeszcze bardziej utrwalić, by jego zwolennicy mieli poczucie, że tylko Kaczyński uchroni ich przed ewentualną zemstą drugiej strony za czas jakiś. By jego zwolennicy mieli poczucie, że ci, którzy przeciwstawiają się Kaczyńskiemu, wszystkich jego zwolenników uważają za wrogów. Histeria i nienawiść po naszej stronie byłyby więc prezentami dla Kaczyńskiego. I tak bierze sobie dzisiaj w Polsce co chce, nie ma więc co mu dawać prezentów.

Histeria i nienawiść ani o sekundę nie przybliżą nas do powstrzymania obecnej władzy, ani na jotę nie zbliżą nas do odbudowy w Polsce normalnej polityki i atmosfery normalności.

Potrzebny jest spokojny, metodyczny wysiłek obywatelski. Władzy trzeba patrzeć na ręce. Oceniać, recenzować, przedstawiać alternatywy. Z naszymi współobywatelami należy rozmawiać. Nie każdy prawicowy dziennikarz jest pałkarzem, nie każdy kibic jest kibolem nienawistnikiem, nie każdy zwolennik PiS-u albo wyborca tej partii, jest zwolennikiem teorii smoleńskiego zamachu czy miłośnikiem pana Macierewicza. Po drugiej stronie nie ma więc wrogów. Są oponenci, a może kiedyś potencjalni sojusznicy. I należy ich szukać. Służą temu jednak nie histeria i nienawiść, ale otwartość i powściągliwość.

Powściągliwość nie oznacza wcale powstrzymywania się od protestów przeciw wszystkiemu co uderza w państwo prawa, w zasady normalnego współżycia społecznego i w zwykłą przyzwoitość.

Kilka dni temu napisałem na twitterze, że jeśli Jarosław Kaczyński zechce być polskim Janukowyczem, reakcją będzie Majdan. Po pierwsze, nie ma wciąż pewności (choć bardzo uzasadnione obawy są), że Kaczyński rzeczywiście pójdzie tą drogą. Po drugie, nawet jeśli pójdzie, nie wiadomo jaka na dłuższą metę będzie społeczna reakcja. Uważam za bardzo prawdopodobne, że w razie akcji szalenie radykalnej, radykalna będzie też reakcja. Radykalna, czyli, trzymając się wcześniejszej metafory, właśnie Majdan. Nie dziś jednak, nie jutro, nie za tydzień i nie za miesiąc pewnie. Kiedy więc? Nie wiem. Dzisiaj nikt nie wie.

Złorzeczenie na władzę i czekanie na jakiś mityczny Majdan byłoby jednak błędem. Mamy wciąż wolne media. Mamy niezawisłe sądy, mamy opozycję w parlamencie, mamy organizacje obywatelskie. Należy powoływać następne, nowe. Należy bronić wartości. Robić swoje. I trochę więcej. Dużo więcej. Efekty przyjdą. Może po latach, ale przyjdą. Poza wszystkim innym, trzeba wykonać wielką pracę, by odnaleźć nowy pomysł na Polskę. Dziś Jarosław Kaczyński realizuje swój, dla milionów Polaków nieakceptowalny. Innego, spójnego, doważonego, dopracowanego pomysłu dziś jednak nie widać. A musi on zostać wypracowany. To wymaga czasu. Mamy go całkiem sporo, ale nie aż tyle ile niektórzy sądzą.

Trzeba dzisiaj zasiać, by zbierać za lata. Siać mądrze, a nie na oślep. Siać to co mądre, a nie złość. Wiem, że dla bardzo wielu Polaków nie jest to program atrakcyjny. Jego owoce wielu mogą się wydawać wątpliwe. Ale innego na dziś chyba nie ma. W życiu społecznym, jak w każdej innej dziedzinie, nie ma efektów bez ciężkiej pracy. Nikt jej za nas nie wykona. Czym wcześniej zaczniemy, tym wcześniej skończymy. Losowi trzeba pomagać.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka krajowaRządPrawo i Sprawiedliwość
Skomentuj