Moja dieta cud, czyli cała Polska walczy z brzuchem

Wypowiadam wojnę. Spokojnie, spokojnie, nikomu konkretnemu wojny nie wypowiadam. Wypowiadam ją brzuchom. Naszym, polskim, piwnym, obwisłym, nieapetycznym, świadczącym o braku troski o siebie, o ciało i o zdrowie, wstrętnym brzuchom.

Dokładnie tak, ten jak wielu o nim mówi tzw. “mięsień piwny” jest dla człowieka kompromitujący. Zresztą tak samo jak mięsień biało - pieczywowy, mięsień ciastowy, mięsień mięsny i każdy inny mięsień kaloriowy. Dlaczego? Bo świadczy o tym, że człowiek nie je tego co trzeba i tyle ile trzeba, nie pije tego co trzeba i tyle ile trzeba, i nie robi tego co trzeba, tyle ile trzeba, czyli nie rusza się, albo rusza się za mało. Ale przecież słyszę, że “mięsień piwny jest sexy”. Naprawdę? Drogie panie, naprawdę uważacie, że wylewający się przez pasek kałdun, opinający koszulę bęben, jest sexy? Naprawdę?

To nie jest z mojej strony apel pt. - nie mam brzucha, więc potępiam tych, co go mają. Mówię to jako ex grubas, ważący dziś 20 kilogramów mniej, niż trzy lata temu. Gładźcie sobie panie swych mężów po ich seksownych bębnach, a ja wam powiem - patrzę na swe zdjęcia 20 kilogramów więcej temu i nie znajduję w nich absolutnie nic sexy. Ok, nie twierdzę, że wtedy było nie - sexy, a teraz jest sexy. Nie. Ale twierdzę, że wtedy byłem po prostu odrażający. Zapuszczony, spasiony knur, stary - młody dziad, podstarzały za wcześnie wujcio. Jak patrzę na te zdjęcia, to się czuję, jakbym się właśnie nażarł!

Właśnie przeczytałem w Newsweeku o jakichś dietach - lepszych, gorszych, skutecznych i mniej skutecznych albo w ogóle nieskutecznych. Ja w te diety nie wierzę. To znaczy wiem, że często dają one efekty. Ale często dają je na krótką metę. Jo - jo działa. Po zrzuceniu kilku kilogramów następuje eksplozja, a wraz z nią frustracja. Ja wierzę w moją dietę. Dlaczego? Bo jest skuteczna! Dlaczego? Bo niczego tak naprawdę nie trzeba sobie w niej odmawiać, no - prawie niczego. Dieta - cud? Nie, dieta -
rób.

Kiedy zacząłem chudnąć? Proste. Kiedy zacząłem biegać. I nie było to, jak teraz, 70-90 kilometrów tygodniowo, bo tyle muszę biegać przygotowując się do maratonów. To było zwykłe 4 - 5 - 6 kilometrów. Powie ktoś, to mało. Fakt, może niespecjalnie dużo. To w spokojnym tempie jakieś pół godziny biegania. A w pół godziny zrzucamy jakieś 360 kalorii. To tyle, ile wrzucamy zjadając jednego pączka. Wniosek? Jeśli jemy za dużo, takie bieganie nic nie da. Trzeba biegać dwa, trzy razy więcej. Wniosek? Jeśli nie chcemy biegać tyle ile biegają ci, którzy biegają maratony, a chcemy zrzucić parę kilogramów, musimy jeść inaczej. I mniej.

Jak inaczej? Ile mniej? Proste. Oto moja dieta i wieszajcie na mnie psy, jeśli stosując ją nie uzyskacie efektów. Jestem spokojny - uzyskacie!

1. Odstawcie białe pieczywo.
2. Odstawcie słodycze.
3. Odstawcie mięso albo ograniczcie jego spożycie do minimum.
4. Odstawcie piwo albo ograniczcie się do butelki dobrego, zimnego, ale po fizycznym wysiłku.
5. Odstawcie cały ten śmietnik hamburgerowo - kiełbasiano - czipsowy.
6. Odstawcie wszystkie napoje cukrzone do bólu. Pijcie wodę. Dużo wody.
7. Starajcie się nie jeść po 18-tej. A jeśli już, to grejpfruty albo jakieś sałatki - pomidory, rzodkiewki, i.t.p

To na początek. Jeśli ktoś uważa, że to zbyt drakońska dieta, niech się pogładzi po bębnie i go polubi, bo będzie z nim żył zawsze. Ale jeśli ktoś nie uważa, że to jakieś wielkie poświęcenie, niech czyta dalej.

Dalej zostało już tylko jedno. Macie buty do biegania? Macie rower? Macie kijki do powerwalk? To do roboty, zasuwamy kochani. Od kiedy? Od dziś. Jak nie macie sprzętu, to go jeszcze dziś kupcie, a od jutra, ruchy - ruchy!!!

Jeśli zastosujecie się do moich rad, za 3 - 4 tygodnie będziecie ważyli przynajmniej 5 kilogramów mniej. Gwarantuję! Nie warto? No to spróbujcie.

Dziś, 20 koligramów lżejszy, czuję się po prostu sto razy lepiej. Czuję się zdrowszy, bardziej zadowolony z życia, bardziej wysportowany. Wyglądałem jak stary dziad. Dostawałem zadyszki po przebiegnięciu stu metrów. Dziś właśnie jestem po 10-tym maratonie w Rotterdamie, w którym pobiłem rekord życiowy - 3.40.20 , znaczy trzy godziny, 40 minut 20 sekund. To prawie o siedem minut lepiej niż w listopadzie w Nowym Jorku. A moim celem jest złamanie 3 godzin 30 minut i w końcu mi się to uda. Byłem emerytem tuż po 40-tce, jestem maratończykiem!

Nie zachęcam do biegania maratonów. Albo lepiej - nie wszystkich zachęcam. Ale do uprawiania sportu, do wysiłku fizycznego, do ruszania się, zachęcam wszystkich!!! To jest dobre dla nas, dla naszych rodzin, dla naszych portfeli, dla naszego kraju. No przeginasz facet, powie ktoś. Otóż nie.

1. Jemy mniej, wydajemy mniej na jedzenie, proste.
2. Uprawiamy sport, rzadziej chorujemy, mniej wydajemy na lekarstwa.
3. Uprawiamy sport, czyli wychodzimy z domu, czyli wyłączamy telewizor, czyli oszczędzamy prąd, czyli oszczędzamy pieniądze.
4. Uprawiamy sport, czyli jesteśmy generalnie zdrowsi, czyli prawdopodoboeństwo, że zachorujemy na coś przewlekłego i paskudnego, spada. Czyli wydatki na służbę zdrowia spadają.
5. Uprawiamy sport. Po drodze, jeśli palimy, rzucimy palenie. Nie opalamy bliźnich, są zdrowsi.
6. Uprawiamy sport, mamy aktywny stosunek do życia, nasz organizm wydziela endorfiny, hormony szczęścia - nie ulegamy depresjom, smutkom, rozpaczy, a jeśli tak, to rzadziej i na krócej.
7. Uprawiamy sport, wyglądamy lepiej, bardziej podobamy się naszym kobietom i mężczyznom. A także innym kobietom i mężczyznom. Jesteśmy atrakcyjniejsi. A wiadomo, że statystycznie ludzie mają bardziej sympatyczny stosunek do bardziej niż mniej atrakcyjnych.
8. Jesteśmy bardziej atrakcyjni nawet dla pracodawcy, bo generalnie bardziej otyłych uznajemy za bardziej leniwych, w zasadzie słusznie.

Uprawianie sportu zwiększy zadowolenie z życia i długość życia. Ono oznacza zmianę filozofii życia. To jest banalnie proste i do sprawdzenia w kilka tygodni. Naprawdę!

A przede wszystkim - tu będę nieustępliwy - brzuch, otyłość, jeśli nie wynikają z choroby, są kompromitujące. Jeśli są w społeczeństwie standardem, to są kompromitacją dla całego społeczeństwa. I proszę mi nie mówić - a w Ameryce to jest tylu grybasów, że szkoda gadać, i to monstrualnych grubasów. Być może, ale co to mnie obchodzi. Tak, jest tam margines grubasów. Ale to margines. Bo generalnie ludzie już wiedzą, że sama otyłość spycha człowieka na margines.

Przed nami kilka wiosenno - letnio - jesiennych, ciepłych miesięcy, idealna pora do trenowania, biegania, pływania, ruszania się! Zacznijmy dziś.

Czujmy się lepiej, wykorzystajmy ten długi weekend do czegoś poza piciem piwska i żarciem. Zróbmy coś nie tylko dla producentów żywności i alkoholi. Zróbmy wreszcie coś dla siebie!
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Diety
Skomentuj